Karetka, aloha team stojący przy niej i nie wiedzący
co zrobić. STRASZNE! Od razu podbiegłem z tą jebaną torebką. Najpierw zacząłem
pytać co się stało. Nie usłyszałem odpowiedzi. Potem na siłe wsiadłem do
karetki razem z Zuzią. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Zatkało mnie.
Ratownicy powiedzieli mi, że przechodziła przez ulicę i potrącił ją samochód, ale
mówili też, żebym się nie martwił, bo obrażenia nie są tak poważne. Popłakałem
się jak dziecko, chyba pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się coś takiego.
Martwiłem się o nią strasznie, chociaż znałem ją zaledwie kilka godzin.
MASAKRA. Dojechaliśmy do szpitala. Kazali mi wysiąść i nie pozwolili iść razem
z nią. Miała mieć robione badania. Aloha team w tej nocy, upici przyjechali do
szpitala zaraz po mnie. Byłem mega wściekły na Denego, w tamtej chwili
najchętniej bym go zabił:
-Powiedziałeś, że będziesz ją pilnował! Że nic jej się nie stanie! Obiecałeś!
To Twoja wina. – byłem aż czerwony z wściekłości, płaczu, smutku i bezsilności.
Nie mogłem też nic zrobić Danielowi, bo chociaż zachował się jak idiota,
kochałem go jak brata. Dziewczyny próbowały mi tłumaczyć:
- To niczyja wina. Rozumiesz?! Niczyja! Uspokój się, nic jej nie będzie. Ona
nagle zaczeła biec i samochód.. dalej już znasz. Nie martw się, debilu! –
krzyczały na cały szpital. Moje kochane, zawsze mi pomagały. Po chwili dodały
cicho mówiąc do siebie:
- Gdyby ona wiedziała jakiego skarba ma. Mam nadzieję, że kiedyś to doceni. –
Daniel stał obok i przyglądał się mi, był tak samo zszokowany jak ja. Tyle, że on bał się jeszcze o moją reakcje.
- Co się tak kurwa lampisz?! – wrzasnąłem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz