sobota, 14 grudnia 2013

ROZDZIAŁ 5

Karetka, aloha team stojący przy niej i nie wiedzący co zrobić. STRASZNE! Od razu podbiegłem z tą jebaną torebką. Najpierw zacząłem pytać co się stało. Nie usłyszałem odpowiedzi. Potem na siłe wsiadłem do karetki razem z Zuzią. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Zatkało mnie. Ratownicy powiedzieli mi, że przechodziła przez ulicę i potrącił ją samochód, ale mówili też, żebym się nie martwił, bo obrażenia nie są tak poważne. Popłakałem się jak dziecko, chyba pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się coś takiego. Martwiłem się o nią strasznie, chociaż znałem ją zaledwie kilka godzin. MASAKRA. Dojechaliśmy do szpitala. Kazali mi wysiąść i nie pozwolili iść razem z nią. Miała mieć robione badania. Aloha team w tej nocy, upici przyjechali do szpitala zaraz po mnie. Byłem mega wściekły na Denego, w tamtej chwili najchętniej bym go zabił:
-Powiedziałeś, że będziesz ją pilnował! Że nic jej się nie stanie! Obiecałeś! To Twoja wina. – byłem aż czerwony z wściekłości, płaczu, smutku i bezsilności. Nie mogłem też nic zrobić Danielowi, bo chociaż zachował się jak idiota, kochałem go jak brata. Dziewczyny próbowały mi tłumaczyć:
- To niczyja wina. Rozumiesz?! Niczyja! Uspokój się, nic jej nie będzie. Ona nagle zaczeła biec i samochód.. dalej już znasz. Nie martw się, debilu! – krzyczały na cały szpital. Moje kochane, zawsze mi pomagały. Po chwili dodały cicho mówiąc do siebie:
- Gdyby ona wiedziała jakiego skarba ma. Mam nadzieję, że kiedyś to doceni. – Daniel stał obok i przyglądał się mi, był tak samo zszokowany jak ja. Tyle, że on bał się jeszcze o moją reakcje.
- Co się tak kurwa lampisz?! – wrzasnąłem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz