- Gdyby ona wiedziała jakiego skarba ma. Mam nadzieję,
że kiedyś to doceni. – Daniel stał obok i przyglądał się mi, był tak samo
zszokowany jak ja.
- Co się tak kurwa lampisz?! – wrzasnąłem, ale chwilę potem uświadomiłem sobie, że to i tak nic nie da.
– Przepraszam, ponosi mnie. Strasznie mi na niej zależy. Nawet sam nie wiem
czemu. Przepraszam. Chodź na chwilę na dwór pogadamy. – Daniel nic nie
odpowiedział tylko ruszył za mną. Dziewczyny zostały przed salą na wypadek
gdyby lekarz wyszedł i cos powiedział.
- Słuchaj, wiem, że jesteś wkurwiony.. – próbował tłumaczyć Deny – ale to nie
jest moja wina. Sory, że jej nie
upilnowałem no, ale sam wiesz jak to jest. Jeden ruch i już.
- Dobra, zamknij się, bo mnie jeszcze bardziej wkurwiasz, powiedzmy, że rozumiem. Powiedz mi Ty lepiej co ja mam
zrobić? Wiesz ja chyba się zakochałem, a przynajmniej zauroczyłem. Ona jest
taka delikatna, mała, idealna do opiekowania się. Strasznie się martwię. Deny,
czy ja jestem nienormalny? Czy mi się już rzuca na mózg?
- Myślę, że nie. Naprawdę się zakochałeś. Hahahahshahahhaha. Mój braciszek się
zakochał! Ale jaja. To koniec z wyrywaniem lasek i tak dalej. Wiesz o czym
mówię?
- Ty się tak od razu nie śmiej, nadal jestem zły, a tam poza tym.. Wiesz co.
Nawet o tym nie myślę, jak już będę miał ją to nie będę patrzył na inne. Bo po
co?
- Śmiesznie to brzmi w Twoich ustach! Hahahaha. – spojrzałem na niego wrogo to
od razu spoważniał, chociaż na moment
- Dobra, dobra. Na razie nikomu nic nie mów. Nie chcę mieć „ułatwionej” drogi.
Chciałbym, żeby ona też się we mnie zakochała. I to nie ma być przez to, że
jestem w jakimś tam stopniu sławny. Rozumiesz? Ani słowa ani o koncertach, ani
o moich przemyśleniach, ani o niczym!
- No nie wiem, nie wiem. Zastanowię się. – zaśmialiśmy się, teraz już razem.
Nagle zadzwonił telefon, szybko odebrałem.
-Kwiaaaat?! – to była Głuszko, moja idiotka. Hahahhaha. Nie, dzwoni do mnie,
ale przecież to nie ja odbiore.
- Nie, święty Mikołaj. Co tam głuchoniema?
- Nie żyjesz za to głuchoniema. – próbowała powiedzieć groźnie - Można już do
niej wejść, ale jest bardzo słaba i zmęczona, więc pozwolili tylko pojedynczo.
Stwierdziliśmy, że najpierw zawołamy Ciebie. – nawet nie dokończyła, bo już
biegłem do wejścia, wpadłem do szpitala. (co oni tam o mnie myślą to nie wiem,
najpierw drę się na cały szpital, a teraz wpadam potrącając wszystkich po
drodze). Stoję już przed jej salą. Lekarz otwiera drzwi.
-------------------------------------------
Przepraszam, że taki krótkie rozdziały, ale nie mam za bardzo czasu. :( Mam nadzieję, że Wam się podoba. hahhaha, może jesteście ciekawi co dalej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz